poniedziałek, 13 lutego 2017

Czerwień jej ust




 Podziękowania dla Wojciecha Wróbla za wykonanie ilustracji oraz dla Agaty Pietrzykowskiej za sprawdzenie zgodności tekstu z zasadami polskiej ortografii i interpunkcji oraz ogromną pracę związaną z poprawieniem całości. (Bo, błęduf robie dórzo). Podziękowania dla Pauliny Kozłowskiej za dziobanie palcem w żebra z tekstem "Pisz!", inaczej opowiadanie pojawiło by się za dwa miesiące.



-1-

Dochodziła osiemnasta, jedna z tych parszywych jesiennych godzin, kiedy na zewnątrz już jest prawie ciemno, ale najwidoczniej jest jeszcze za wcześnie, żeby w mieście zapaliły się latarnie. Magnetofon smutno zawodził przeciągłym drżeniem jazzowej trąbki, nieśpiesznie gonionej przez delikatny rytm perkusji i kontrabasu. Jedna z ponurych kaset mojego pracownika chyba się zapętliła, napełniając całe biuro dźwiękami cienia i przygnębiającej nostalgii. Mogłem powoli zbierać się do domu, co wcale mnie nie cieszyło. Oznaczało to, że przez pół godziny będę musiał iść piechotą przez miasto, nad którym ulewa najwidoczniej postanowiła zatrzymać się na dłużej. Przez krótką chwilę przeszła mi przez głowę myśl – A może przespać się w biurze, przecież mam tu tapczan, a w domu i tak nikt mnie nie wyczekuje – wydawało się to o wiele lepszym rozwiązaniem niż iść przez deszcz i moknąć w taki wieczór. Nie musiałem wyglądać przez okno, żeby stwierdzić, jak bardzo musi być paskudnie. Ulewa niemal boleśnie smagała przysłonięte żaluzjami szyby, powodując niekończącą się kakofonię.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

BABA JAGA



 
Szczególne podziękowania dla Joanny Kamińskiej za wielogodzinne przemęczenie się z tekstem, żeby ułożyć go w jakąś, w miarę działającą, całość. Przy moich anty-ortograficznych zdolnościach jest to nie lada wyczyn, więc jeśli ktoś dopatrzy się jakichś błędów to niech pomyśli z czym musiała się mierzyć Asia. Podziękowania należą się także Paulinie Szpon za wykonanie ilustracji, które chyba skończą oprawione w ramce.

Autor: Paulina Passionetlefeu

Baba Jaga

            Sześć piw i ćwiarteczka wódki. Niesione w siatce pobrzękiwały typową dla szkła melodią. Melodia ta była Wiesławowi długo wyczekiwana i bardzo miła. Wczoraj było święto Trzech Króli, więc sklep w Wielączy Kolonia był zamknięty. A jak wynika z tradycji, alkohol kończy się w momencie, w którym nie można go dostać.

piątek, 2 grudnia 2016

Na Cycowskiej Ziemi



Przedstawiam jedno z moich opowiadań napisanych dawno, dawno temu. 

Zapiski z podróży Gutka

Pewien mój dość nietypowy znajomy o imieniu Piotr zaprosił mnie na weekend do swojego rodzinnego domu. Zgodziłem się na ową propozycję nie spodziewając się jakie przygody i niezwykłe przeżycia może nieść ze sobą ta, w sumie, niedaleka podroż. Wyjechaliśmy z Lublina do Cycowa. Zaraz po opuszczeniu busa Lublin - Cyców ujrzałem bezkresne stepy i mokradła, gdy zapytałem Piotra gdzie mieszka wskazał palcem na mokradła.