czwartek, 22 marca 2018

Micro-heart





Dear readers,
this collection of short stories was created on a Valentine's Day competition. There were two terms of the competition. The first was that the story could not be longer than 250 words, the second was that a word 'heart' had to be used.
Enjoy reading.



THE CLINIC

–  Who’s the last one?
I raised my hand and the old hag sat next to me.
–  I’m gonna be after you. Oh, Lord, how long I have been waiting for this visit. My heart is pounding.

I turned my head away. She must have understood that I was not in the mood for listening to her nagging because she went quiet. I waited a long time for this visit – a whole, long six months.  A nurse came out of the doctor’s office and asked my neighbour in. I sat closer to the door. The old hag moved her ass closer to me. I had no intention of letting her in before me. The doctor is not a bus. Everybody has to wait.
Twenty minutes later the nurse finally called my name. Inside, there was a tiny office with double doors, a settee and a desk behind which sat the doctor with eyes that have seen everything.
–  Documents, please.
He took my file and pointed to the settee. I sat down and he read my papers as carefully as if it was a matter of life and death. Finally, he grunted and reached into the desk’s drawer. He approached me with a little syringe and a small bottle.
–  It is going to sting a little. – He said.
–  Doesn’t matter. – I replied.
Indeed, it stung a little. Gently, he removed the needle from my vein and put a piece of gauze on the wound.
–  I will come back to you in ten minutes. – The doctor said and placed a plastic box next to me. – Here are some magazines. Please, read and relax. – He said and left. I found a copy of Playboy. Why not? The door opened for a moment and the doctor peeked in.
–  Excuse me, you did not say to whom we should send the corpse.
–  Leave it for research. I don’t have any family.
The doctor disappeared behind the door and I gazed back to the nude girls. With satisfaction I felt the poison run through my body.


niedziela, 4 marca 2018

Mikroserce



Przedstawiam kilka opowiadań, które pisałem na konkurs. Jedno z nich jest zwycięskie. Ciekawe czy uda Wam się odgadnąć które. Trzy inne otrzymały tytuł finalisty. Chciałbym też podziękować osobom sprawdzającym moje opowiadania. Bez ich pomocy nie dałoby się czytać moich historii.



KUPIŚ

Nie wierzył, że gdziekolwiek może być tak zimno. Dlaczego centrala wysłała go na jubileuszową, pięćsetną misję, właśnie do Polski i to jeszcze w lutym? Tyłek chyba mu przymarzł do gałęzi sosny, igliwie też dało mu się we znaki. I jeszcze ten śnieg. Kto to wymyślił? Zerknął na cel. Chłopak siedział na ławce i nie odrywał oczu od ekranu smartfona. Schował się w gałęziach i spróbował się rozgrzać, ale na wiele to się nie zdało. Trząsł się tak bardzo, że sosna, na której siedział, była już całkowicie pozbawiona śniegu. Prawie niezauważalna opaska na jego przegubie zawibrowała, informując o nowej wiadomości. Wcisnął przycisk, a z opaski wydobył się dźwięk.
– Centrala do Kupidyna A13c. Za dziesięć sekund dojdzie do zbliżenia. Czekaj na zielone światło. Strzelaj celnie. Chwała Imperium!
– Chwała.
Mruknął kupidyn i sięgnął do kołczanu po strzałę. Założył ją na cięciwę. Wychylił się z kryjówki. Obok ławki właśnie przebiegała śliczna dziewczyna. Poślizgnęła się, cel wypuścił telefon. Pomaga jej wstać. Niewielka dioda na opasce rozbłysła na zielono.
– Teraz ja. I do domu!
Wstrzymał oddech. Napiął cięciwę za pomocą zekiera i wypuścił strzałę.
– Prosto w serce!
Aż klasnął w dłonie kiedy strzała trafiła. Dziewczyna zaczęła piszczeć i uciekła, cel tarzał się po śniegu charcząc, rzężąc i barwiąc go na czerwono. Kupidyn czuł, że każdy loczek na głowie mu się prostuje.
– Co się stało, do cholery?!
Krzyknął zlatując z drzewa. Opaska zawibrowała, odruchowo nacisnął guzik i odsłuchał nową wiadomość.
– Kupiś, tu Mars. Chyba po ostatniej imprezie pomyliliśmy kołczany…..

niedziela, 14 stycznia 2018

Spaleni





Od Autora
(Powiało grozą. Zrozumiesz jak przeczytasz.)

W tej historii nie znajdziesz akcji, strzelanin, czarnego humoru ani niczego nadprzyrodzonego. Jest to prosta historia o dwójce przyjaciół spędzających Sylwestra na zamojskim molo. Jeżeli jeszcze ciebie nie zniechęciłem moim opisem i nadal masz ochotę przeczytać to opowiadanie, to proszę cię, abyś się nie krępował i pozostawił tu swój znak. Może być to komentarz („nudne”, „nie kupuję tego”, „to najlepszy zbiór liter jaki w życiu widziałem”).


Paweł zeskoczył z metalowej barierki, na której do tej pory siedział, i usadowił się wygodnie na drewnianym podeście zamojskiego molo. Oparł się o poręcz i wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę bletek i opakowanie po tik-takach. Siedzący obok niego Jakub uśmiechnął się szczerze na ten widok. Natychmiast przyciągnął do siebie plecak leżący nieopodal i wyjął z niego opakowanie z tytoniem. Podał je Pawłowi, który ostrożnie wysypywał na dłoń zawartość paczki po cukierkach.

środa, 26 lipca 2017

Szumy przeszłości






– Ahoj, przygodo! – powtarzałem sobie, pełen podekscytowania, zasłyszany tekst, kiedy już trzymałem dokumenty potwierdzające moją nową własność. Był to dom we wsi Spiczyn, położony między meandrami rzeki Wieprz. Otoczony polami, łąkami, lasami, a przede wszystkim rzeką, w taki sposób, że miało się wrażenie, iż znajduje się na półwyspie. Nowy nabytek kosztował mnie piętnaście tysięcy, ale ilu dwudziestoczterolatków może się pochwalić, że ma własny dom.

Najważniejsze było jednak to, że z tego miejsca najbliżej było donikąd.

poniedziałek, 15 maja 2017

Drżąc przed Leonem


Zapiski z podróży Gutka






–1–



Gdzieś między Nieliszem a Zamościem jest maleńka wioska. Żeby do niej trafić, należy mieć bardzo dużo cierpliwości i dobre wspomaganie kierownicy. Zarówno jedno jak i dru
gie jest niezbędne do omijania płatów asfaltu frywolnie występujących na głównej drodze oraz  nie do końca trzeźwych przechodniów, szczególnie wieczorową porą, kiedy to, jak miejscowa tradycja nakazuje, należy się ubrać tak, by nie dało się odróżnić przechodnia od otoczenia, i wesoło zataczać się po drodze.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Drewniane serce (II)


Część I - kliknij tutaj.





-1-

***



Już od dobrej godziny Łysy i Vanda błąkali się po lesie w okolicach miejscowości Sochy. Łaska, co prawda, odnalazła przecięte sznury przybite palikami do ziemi, pozrywaną korę z jeszcze świeżego drzewka, rozsypaną kaszę i resztki miodu, ale w tym miejscu wszelki ślad się urywał.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Drewniane serce

Część I



Zapraszam do kolejnego „opowiadania” które nieco mi się rozrosło, przez co zostanie podzielone na dwie części. W „Drewnianym sercu” korzystałem nieco z tradycji Słowian Bałkańskich, więc może być to małą ciekawostką. Druga część (mam nadzieję) ukaże się niebawem.
Wielkie podziękowania za pomoc, bez której by się nie obyło, dla Agaty i Rafała.
Ilustrację wykonał – Rafał Maśny.
Korekta oraz wszelka pomoc w czarno-magicznych technicznych zagadnieniach – Agata Pietrzykowska.





-1-


Dąb musi być młody, tak, aby można było go ściąć najwyżej trzema uderzeniami siekiery. Musi znajdować się daleko od domu -  na tyle daleko, żeby drzewo, w które wbije się siekiera, nie było z tobą związane ścieżkami losu i pokrewieństwa.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Czerwień jej ust




 Podziękowania dla Wojciecha Wróbla za wykonanie ilustracji oraz dla Agaty Pietrzykowskiej za sprawdzenie zgodności tekstu z zasadami polskiej ortografii i interpunkcji oraz ogromną pracę związaną z poprawieniem całości. (Bo, błęduf robie dórzo). Podziękowania dla Pauliny Kozłowskiej za dziobanie palcem w żebra z tekstem "Pisz!", inaczej opowiadanie pojawiło by się za dwa miesiące.



-1-

Dochodziła osiemnasta, jedna z tych parszywych jesiennych godzin, kiedy na zewnątrz już jest prawie ciemno, ale najwidoczniej jest jeszcze za wcześnie, żeby w mieście zapaliły się latarnie. Magnetofon smutno zawodził przeciągłym drżeniem jazzowej trąbki, nieśpiesznie gonionej przez delikatny rytm perkusji i kontrabasu. Jedna z ponurych kaset mojego pracownika chyba się zapętliła, napełniając całe biuro dźwiękami cienia i przygnębiającej nostalgii. Mogłem powoli zbierać się do domu, co wcale mnie nie cieszyło. Oznaczało to, że przez pół godziny będę musiał iść piechotą przez miasto, nad którym ulewa najwidoczniej postanowiła zatrzymać się na dłużej. Przez krótką chwilę przeszła mi przez głowę myśl – A może przespać się w biurze, przecież mam tu tapczan, a w domu i tak nikt mnie nie wyczekuje – wydawało się to o wiele lepszym rozwiązaniem niż iść przez deszcz i moknąć w taki wieczór. Nie musiałem wyglądać przez okno, żeby stwierdzić, jak bardzo musi być paskudnie. Ulewa niemal boleśnie smagała przysłonięte żaluzjami szyby, powodując niekończącą się kakofonię.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

BABA JAGA



 
Szczególne podziękowania dla Joanny Kamińskiej za wielogodzinne przemęczenie się z tekstem, żeby ułożyć go w jakąś, w miarę działającą, całość. Przy moich anty-ortograficznych zdolnościach jest to nie lada wyczyn, więc jeśli ktoś dopatrzy się jakichś błędów to niech pomyśli z czym musiała się mierzyć Asia. Podziękowania należą się także Paulinie Szpon za wykonanie ilustracji, które chyba skończą oprawione w ramce.

Autor: Paulina Passionetlefeu

Baba Jaga

            Sześć piw i ćwiarteczka wódki. Niesione w siatce pobrzękiwały typową dla szkła melodią. Melodia ta była Wiesławowi długo wyczekiwana i bardzo miła. Wczoraj było święto Trzech Króli, więc sklep w Wielączy Kolonia był zamknięty. A jak wynika z tradycji, alkohol kończy się w momencie, w którym nie można go dostać.

piątek, 2 grudnia 2016

Na Cycowskiej Ziemi



Przedstawiam jedno z moich opowiadań napisanych dawno, dawno temu. 

Zapiski z podróży Gutka

Pewien mój dość nietypowy znajomy o imieniu Piotr zaprosił mnie na weekend do swojego rodzinnego domu. Zgodziłem się na ową propozycję nie spodziewając się jakie przygody i niezwykłe przeżycia może nieść ze sobą ta, w sumie, niedaleka podroż. Wyjechaliśmy z Lublina do Cycowa. Zaraz po opuszczeniu busa Lublin - Cyców ujrzałem bezkresne stepy i mokradła, gdy zapytałem Piotra gdzie mieszka wskazał palcem na mokradła.